Blog > Komentarze do wpisu
Koszmar powrócił

Kiedyś moja mama powiedziała mi, że jej największym koszmarem z lat mojego dzieciństwa były wszelkie baliki przedszkolno -szkolne. W czasach komuny skombinowanie na szybko stroju dla dziecka, które byłoby nie tylko chociaż w miarę oryginalne, ale też i w miarę estetyczne graniczyłoz cudem niemal takim jak zdobycie wafelków Prince Polo. Nie było marketów, wypożyczalni dziecięcych przebrań a przede wszystkim Allegro;). Pozostawało liczyć na własną inwencję twórczą albo wierzyć, że jakiś sąsiad albo kuzynka coś tam litościwie pożyczy. Moja mama nigdy nie przejawiała zdolności manualnych- jej jedyny repertuar w tym zakresie to od zawsze rysowany i doprowadzony do perfekcji kaczorek. Rysuje go do dziś kiedy tylko nadarzy się okazja, czyli jak tylko Pimporak jest z nią sam na sam i nikt inny nie może plastycznie poratować sytuacji.

 Mój tata- wręcz przeciwnie skrywa niespełniony talent plastyczny więc zawsze ochoczo rysował, sklejał i kombinował. Z wywiadówek, na które czasem chadzał nie pamiętał nic, ale przynosił gęsto zapełniony zeszycik różnymi wspaniałymi rycerzami, rumakami, samolotami itp. Na moje pytania co też ciekawego mówiła "moja pani" nie potrafił specjalnie odpowiedzieć, co doprowadzało mnie  do szewskiej pasji. Tak było w szkole podstawowej, gdzie świadectwo z czerwonym paskiem to był jakiś constans w życiu a wywiadówki okazją do pochwał. W szkole średniej podziwiałam już te jego rumaki i nie wypytywałam absolutnie o nic, za każdym razem mając nadzieję, że i tym razem wena mojego taty nie opuści.

Swoje zdolności mój tata wykorzytywał też przy okazji balików. Pamiętam strój wróżki czyli czarną płachtę ozdobioną gwiazdkami z folii aluminiowej a do tego różdżkę zrobioną z kuchennej kopystki... Pamiętam też strój świnki Piggy. Miałam na sobie cudem gdzieś zdobytą maskę a do niej doczepione włosy ze specjalnej gąbki służącej do....ocieplania okien. To co więc było koszmarem dla mojej mamy dla mojego taty stało się raczej polem do popisu.

Nadszedł ten moment, że i Pimporak doczekał się swojego przedszkolnego balu. Okazało sie, że sporo wypożyczalni karnawałowych strojów dziecięcych jest w Poznaniu więc myślałam, że taki balik w dzisiejszych czasach to bułka z masłem. Niestety dość szybko z błędu wyprowadził mnie Pimporak, który oznajamił po prostu:

-Ja chcę być autkiem!

-Kochanie a może pieskiem?-już go widziałam w futerku z jednej z namierzonych wypożyczalni

-No nie!Mówię ci psecież, że chcę być sa-mo-cho-dem!

-A może kotkiem, kowbojem albo piratem?-próbuję dalej już kombinując jak łatwo zrealizować te wizje

-Nie!Autkiem!- Młody niestety nie pozostawiał mi złudzeń.

Mogłabym oczywiście to zlekceważyć co jak sądzę skończyłoby się buntem, mogłabym postarać się wyperswadować synowi ten pomysł, co na pewno by nie wyszło albo...spróbować cudu.

Moje poszukiwania stroju autka spełzły na niczym. Żadne wypożyczalnie, markety ani nawet Allegro (dzięki Julka;) nie oferowały stroju prawdziwego autka. I tak z rozmontowanej znienawidzonej ciężarówki (do kółek), znalezionego kiedyś gdzieś srebrnego znaku Volkswagena, dwóch autek tzw.antystresów zrobionych z gąbki, starych rajstop Młodego, kolorowych samoprzylepnych papierów, tektury i folii wyciętej z pokrowca na pościel zrobiłam przy wsparciu (małym) Kombajna i (większym)mojej siostry strój, który spotkał się z uznaniem mojego syna. Zaprowadziłam dumne dziecko do przedszkola a tam... wszystkie dzieci wystrojone w gotowe łaszki rodem z supermarketów i wypożyczalni. Mój syn wyglądał na ich tle...hmmm trochę jak odmieniec, ale jego zachwyt był...bezcenny:)

Powiem tyle, że po jednym dniu tablice rejestracyjne sie odkleiły, światła z lekka pogniotły a znaczek Volkswagena z lekka odpadł, ale...o  przebraniu Pimporaka jeszcze dwa dni później mówiły przedszkolanki ze wszystkich grup a nawet pani sprzątaczka.

Tylko czy on to będzie pamiętał i kiedyś doceni na jakimś wirtualnym, nowoczesnym blogu?:)

piątek, 13 stycznia 2012, mufiaczek1
Komentarze
2012/01/14 23:48:13
Kobieto, zdjęcie na blogu będzie świadectwem mijających dni :) Dawaj!