Blog > Komentarze do wpisu
Era przedszkolaczka

I jakoś tak się porobiło, że jakoś tak myk, myk i mamy w domu przedszkolaczka. Bardziej zadziwiające jest to, że ten przedszkolaczek ma już 3 lata. Jak to zleciało? Przecież jeszcze przed chwilą byłam w ciąży, jeszcze przed chwilą narzekałam na poród i stan, który przyjął obrzydliwie brzmiącą nazwę połogu. Zresztą co tu dużo mówić dla mnie ten czas też kojarzy się średnio. I oto nagle, moje dziecko z zawiniętej w becik prawie roślinki stało się świadomym, małym człowiekiem, który już po mału wie czego chce, choć nie zawsze radzi sobie z emocjami. Od jakiegoś czasu go przyzwyczajaliśmy, że kończy się era żłobeczka i zacznie przedszkolaka. Obydowoje z Kombajnem jesteśmy przekonani, że żłobkowe ciocie w ostatni dzień pobytu Pimporaka, otworzyły z radością szampana i pomyślały zapewne, że skończył się ich ciężki żywot licząc na to, że gorszy egzemplarz im się nie trafi.

Młody oczywiście przez pierwszy tydzień protestował kiedy go zostawiałam w wielkim, nowym gmachu, z nowymi dziećmi i całkiem nowymi paniami.

-Fajnie jest w przedszkolu?-pytałam codziennie

-Nieeee- słyszałam przez pierwsze dni

-Dlaczego?

-Bo tam som niefajne panie i niefajne dzieci - odpowiadał szybko mój synalek

Panie wydały mi się całkiem miłe a i dzieci chyba ok więc jasne było, że ocena sytuacji wynika ewidentnie ze stresu. Przecież dla takiego małego dziecka to musi być mega rewolucja życiowa, chyba gorsza niż zmiana pracy dla mnie. Ja chociaż szukam racjonalnych pobudek a on biedaczek, musi iść tam gdzie go zaprowadzą.

Zaczęliśmy się marwtić bo przez pierwsze dni codziennie odbieraliśmy go w hmmm...piżamce.

-Co się stało?Dlaczego masz piżamkę?

-Wsysko zasikałem-odpowiadał niezmiennie Młody

Panie potakiwały ze smutnymi minami zapewne przeklinając, że nie zakładam moczącemu się dziecku pieluchy.

Problem polega na tym, że Pimporak od dawna już nie nosi pieluch bo nie było takiej potrzeby. Sikał na zawołanie do nocnika. I właśnie nocnik okazał się hasłem kluczem. I nawet sama na to wpadłam.

-Synku do czego sikają dzieci w przedszkolu?

-Do sedesików-odpowiedział ze smutną minką

-A ty lubisz sikać na sedesiku?

-Nieee, ja chce nocnicek bo ja chce być znowu maluchem!-zszokował mnie odpowiedzią mój syn

 

I wtedy zrozumiałam, że dorosłość przedszkolna mogła go zwyczajnie przerosnąć i zrobiło mi się bardzo żal tego małego ludzika, który właśnie się zderzył ze smutną prawdą, że wszystko w życiu mija...

Czas pożegnać nocniczek...

Tego samego dnia Kombajn schował domowy nocnik i nabyliśmy specjalną deskę, którą Młody sam sobie wybrał w Leroy Merlin. Oczywiście z Zygzakiem McQuinem. Po początkowych protestach przekonał sie do tego patentu i od tej pory problem z obsikanymi rzeczami w przedszkolu zniknął. Pojawił się za to problem z naklejkami na bluzeczkach, które codziennie z dumą prezentuje na swej przedszkolnej piersi.

-Skąd masz takie fajne naklejki?-spytałam przeklinając w duchu chiński klej, którego nawet pralka nie zabija w 60stopniach.

-Bo sikałem do sedesika i powiedziałem Pani Kalolinie ze chce naglode!

Mały spryciarz szybko wykorzystał "dorosłość" a ja mam nadzieję, że zapas naklejek Pani Karolinie szybko się skończy.

 

sobota, 17 września 2011, mufiaczek1
Komentarze
2011/09/20 11:07:05
Jedna wizyta w szpitalu na badaniach serduszka i miałam pół lodówki w naklejkach dzielnego pacjenta :)
-
Gość: sss, d160-236.icpnet.pl
2011/10/18 22:02:33
pomału, nie po mału, maleństewko X